Galeria

Galeria to nie katalog. To przestrzeń, w której materia ożywa pod twoimi dłońmi, a światło wyznacza rytm kształtów. Znajdziesz tu rzeźby, rysunki reliefowe, obrazy przestrzenne – ale nie jako zbiór obiektów. To opowieść o fakturach, napięciach, ciężarze i delikatności. Klikając w wybraną pracę, nie tylko zobaczysz – poczujesz. Linie, które prowadzą. Krawędzie, które przecinają przestrzeń. Cień, który układa się inaczej pod każdym kątem. Nie przeglądaj. Odkrywaj. To przestrzeń dla dotyku i wyobraźni.

Podstępne Rytmy

Rzeźba ceramiczno-drewniana: 100x100x25cm

Podstępne Rytmy Na pierwszy rzut oka – harmonia. Ceramiczne moduły układają się w stabilne rytmy, jakby tylko czekały na dotyk, na drobną zmianę, na ruch. I właśnie w tym tkwi podstęp. Niewinna chęć interakcji uruchamia efekt domina – stabilne formy nagle tracą równowagę, wpadają na siebie, rozsypują się, prowokując konsternację i odruchowe próby naprawy. Lecz czy da się przywrócić to, co raz zostało zaburzone?

Echo Szklanego Lasu

Rzeźba ze szkła fusingowanego float 100x100x20cm

„Echo Szklanego Lasu” to opowieść o słuchaniu—zarówno tego, co wybrzmiewa w przestrzeni, jak i tego, co odbija się w nas samych. Szklane formy, jak drzewa zanurzone w świetle i cieniu, tworzą leśną symfonię refleksów i odbić. To las, który nie szumi liśćmi, lecz dźwięczy światłem, wibruje w przejrzystości i lśni jak kryształowa opowieść. Zmienia się z każdym spojrzeniem, każdym ruchem, przywołując echa baśniowych krajobrazów i skrywanych wspomnień.

Uśmiechnij się!

Rzeźba z wysuszonej gliny : 23 x 20 x 12 cm.

Twarz zamknięta w milczeniu. Ciężar obcych dłoni, które nie głaszczą, nie przytrzymują delikatnie — wciskają, rozciągają, narzucają kształt. Szpony zakleszczone na kącikach ust, powiekach, policzkach. Miękkość gliny nosi ślady brutalnego nacisku. To nie jest uśmiech. To grymas wyryty siłą. Maskowanie bólu, przykrawanie emocji do formy, którą można zaakceptować. Milcz, bądź uprzejma, zrozum ich „troskę”. Zamknij oczy, rozciągnij usta, bądź dekoracją ich spokoju. Ale glina pamięta każdy ślad palca. Pamięta ten moment, gdy twarz jeszcze drgała, próbując się uwolnić. Pamięta ciszę, która nie była wyborem, tylko przymusem. Ta rzeźba jest zapisem przemocy udającej opiekę. Jest portretem narzucanej łagodności, wymuszonego uśmiechu. Jest też pomnikiem siły — bo nawet jeśli dłonie przytrzymują, twarz pozostaje sobą. Pod warstwą narzucanego grymasu pulsuje prawda, której nie da się zgnieść. Ci, którzy poczują ten impuls, wiedzą: są chwile, kiedy trzeba zamknąć oczy nie ze strachu, ale by nie pozwolić obcym dłoniom kształtować własnego spojrzenia. Są chwile, kiedy prawda milczy… ale nie dlatego, że została zdławiona. Dlatego, że czeka.

Uzewnętrznienie

Rzeźba – ceramiczna szkliwiona: 32 x 30 x 22 cm

Uzewnętrznienie to forma, która nie daje się zamknąć w jednej perspektywie. Ciężka, gładka, lśniąca, jakby jeszcze ciepła, dopiero co wydobyta z głębi czegoś większego. Kształt — zwarty, ale falujący, miękki w załamaniach, napięty w wypukłościach. Kolor… zielony, łagodny, ale zwodniczy — jak maska założona na coś, co nie chce być od razu nazwane. Powierzchnia tej formy przypomina fragment ciała, które nie powinno opuszczać zamkniętej przestrzeni. Wyjęte na światło, pulsuje jeszcze we własnym rytmie, szukając oparcia na chłodnym postumencie. Fałdy prowadzą wzrok jak nurt, który nie zdradza, dokąd płynie. To nie jest rzeźba do szybkiego oglądania. Wymaga bliskości, cierpliwości, powolnego śledzenia kształtów spojrzeniem lub dotykiem, choćby tylko wyobrażonym. Każde jej napięcie zdaje się pytać: co można wyciągnąć na zewnątrz, nie ryzykując utraty? Jak długo coś delikatnego przetrwa w obcym środowisku?Ci, którzy potrafią czytać między fałdami, odnajdą tam ślad. Napięcie, które rezonuje gdzieś głębiej. Impuls, który można poczuć jak ciche, ukryte drżenie.

Portret Mariusza

Rzeźba ceramiczna nie szkliwiona: 98x70x42cm

Glina nie przyjmuje kształtu przypadkiem. Trzeba jej nadać formę – z decyzją, z uderzeniem, z precyzją. To nie jest bryła, to nie jest martwy materiał. To rzeźba, która powstawała od wewnątrz i na zewnątrz jednocześnie. Ściany pną się w górę, dłonie prowadzą je w przestrzeni, aż pojawia się owal – nie masa, lecz struktura. Potem młotek wybija ramiona, plecy, klatkę piersiową. To, co początkowo było tylko glinianą bryłą, zaczyna nabierać cech postaci. Ale najważniejsza jest twarz. Twarz nie powstaje jednym ruchem – trzeba ją wydobywać. Pod palcami stopniowo ujawniają się rysy: linia brwi, która nadaje intensywność spojrzeniu. Nos, którego kształt definiuje proporcje całej struktury. Usta – pełne, wyraziste, mówiące coś, nawet w milczeniu. Podbródek, kontury twarzy, napięcie formy – to nie jest przypadkowe odwzorowanie. To portret, ale nie obraz. Nie jest płaski, nie jest zatrzymany w jednej płaszczyźnie. Z każdej strony patrzy inaczej, zmienia się pod kątem światła i dotyku. Długie włosy, opadające poniżej ramion, nie są tylko ramą dla twarzy. Tworzą kontrast między strukturą rysów a dynamiką pasm, prowadzą wzrok wzdłuż kształtów, dodają ruchu, choć glina dawno już zastygła. Nie jest gładka. Nie została zaprojektowana do perfekcyjnych powierzchni. Szorstkość gliny z szamotem, faktura, która opiera się dłoniom, a potem wypalaniu. To nie jest wykończony portret – to postać, która wciąż ma w sobie siłę procesu, ślady dłoni, uderzeń, narzędzi. I oto jest. Nie idea, nie wizja – konkretna obecność, którą można objąć wzrokiem i dotykiem. Model patrzy na rzeźbę i mówi, że to jak lustro. Ale czy to tylko odbicie? Czy raczej coś, co samo ma już swoją tożsamość, swój ciężar, swój ślad w przestrzeni?

Relacje III

Rzeźba z wysuszonej gliny 47x29x23cm

Starzec nie ma oczu. Są tylko puste, ciemne otwory, które prowadzą donikąd. Nie ma też uszu, choć ich kształt wciąż istnieje – zatopiony w glinie, jak wspomnienie dawnej zdolności do słuchania. Ale nigdy nie nauczył się słuchać. Jego dłonie… Ach, dłonie. To w nich powinien tkwić sens. Tworzyć, prowadzić, wyjaśniać. Ale te dłonie są ciężkie, zastygłe, wpółuchwycone przez oplatające go formy. Nie są już zdolne do precyzji – nie mogą pokazać, jak coś zrobić, nie mogą korygować czyjejś pracy. Nie mają tej władzy. Korzenie nie wypływają z ziemi. To one oplatają ciało, zaciskając się wokół torsu, dłoni, twarzy. To one decydują o kształcie, nie on. Glina jest chropowata, jakby nie mogła się poddać wygładzeniu – pełna bruzd, nierówności, nieregularnych linii, które pękają na powierzchni niczym zmarszczki kogoś, kto zbyt długo tkwił w jednej pozycji. Czy on wciąż tu jest? Czy może został już tylko pusty kontur dawnego autorytetu, wyryty w glinie, która nigdy nie miała się poddać odlewowi? Oczy są puste. Uszy są puste. Przestrzeń wypełniona jest milczeniem, którego nigdy nie nauczył się rozumieć.

Biomorfol

Rzeźba ceramiczna szkliwiona: 29x24x21cm

Biomorfol. Forma, która nie daje się uchwycić w jednoznaczną definicję. Organiczna i geometryczna jednocześnie, jakby wyłoniła się z nieustannego ruchu, lecz w tym konkretnym momencie zastygła – tylko na chwilę. Powierzchnia lśni, odbija światło, ale nie w sposób jednolity. Czernie i złoto pulsują w zależności od kąta widzenia, jakby materia była w nieustannej przemianie, wibrowała między byciem a zanikiem. Krawędzie bywają ostre, jak kościste wypustki czegoś, co istniało przed nami. Inne miejsca wyginają się miękko, jakby forma chciała się rozszerzyć, rozciągnąć, sięgnąć dalej. Są przestrzenie wklęsłe i wypukłe, nic tu nie jest całkowicie jednoznaczne. To rzeźba, którą trudno zatrzymać w myśli jako stały kształt. Przy każdej zmianie perspektywy odkrywa nową strukturę, nowe napięcie między formą a pustką. Czy to coś pierwotnego? Czy to coś, co dopiero się staje? Biomorfol nie daje odpowiedzi, ale nie jest bierny. On pulsuje – jak proces, który nie potrzebuje końca.

Nie postać

Rzeźba ceramiczna szkliwiona raku: 30x125x20cm

Nie Postać nie narzuca się swoją obecnością. Nie chce być rozpoznana. Nie daje się określić, ale nie znika. Nie można jej przypisać jednej formy, jednego sensu, jednego istnienia. Kiedyś była jaśniejsza, delikatniejsza, mniej określona. Teraz jest jak ślad czegoś, co nigdy nie było, a jednak zostawiło echo. Jak kontur postaci, która nigdy się nie ukonstytuowała, a mimo to oddycha w materii. Jak cisza, która ma kształt, choć nie ma głosu. Ale jeśli się wsłuchać… Jeśli dać jej czas… Może się uśmiechnie. A może nie

Zabawa kartkami papieru

Rzeźba z czarnej blachy: 51 x 31 x 30 cm.

To zaczęło się od kartki – lekkiej, podatnej na zagięcia, chwilowej. Ale każda linia, każde zgięcie miało swoje konsekwencje. Papier pamięta nacisk, ulega, formuje się według narzuconego kształtu. A potem papier przestał być papierem. Krawędzie, które kiedyś były delikatnym fałdem, stały się sztywnymi liniami. Płaszczyzny zamieniły się w metalowe ściany. To, co było zabawą, stało się strukturą. Lecz struktura nie jest jednoznaczna. Jeśli spojrzysz na nią pobieżnie, zobaczysz tylko geometryczną bryłę, zamkniętą, uporządkowaną. Ale wystarczy zmienić perspektywę, zajrzeć do wnętrza, by dostrzec więcej – ukryte podziały, schowane przestrzenie, pustkę, która wcale nie jest pusta. o, co wydaje się ciężkie i surowe, było kiedyś lekkie i swobodne. To, co wygląda na zamknięte, w rzeczywistości prowadzi do kolejnych warstw. Tak jak relacje, jak połączenia – czasem wydają się oczywiste, ale kiedy się im przyjrzysz, okazują się czymś zupełnie innym.

Rzeźbotwór Pandemiczny

Odlew gipsowy: 72x68x16cm

Forma, która narodziła się na granicy chaosu i decyzji. ej powierzchnia — szorstka w jednym miejscu, satynowa w innym — jakby odzwierciedlała różne stany napięcia i odpoczynku. Jasny, gipsowy kolor przypomina kość, minerał i łodygę zarazem — coś, co było żywe i twardnieje, zatrzymane w czasie. Grzbiet biegnący przez środek formy jest jak linia ciągłości, kręgosłup istoty, która rozrastała się, oplatała przestrzeń, ale ostatecznie pozostał tylko fragment — świadomy i pełny w swojej odrębności. Z każdej strony żebrowate struktury przyciągają wzrok i dotyk. Są jak ślady ruchu, który już nie trwa, ale którego echo czuje się w przestrzeni między nimi. Światło przesuwa się po tej formie powoli, zatrzymując się w załamaniach, jakby wahało się, czy wejść głębiej. Nie ma w tym żalu. Jest decyzja. Zatrzymanie tego, co najistotniejsze. Fragment, który stał się całością, bo niesie w sobie pamięć tego, co było kiedyś wielkie, rozległe, miękkie, podatne na zmianę. Dotknij — i poczujesz, że to nie tylko rzeźba. To ślad obecności kogoś, kto wytrwał, gdy inni się wycofali. Forma stworzona w czasie ciszy, kiedy świat bał się oddychać pełną piersią. To, co zostało, jest świadectwem siły, która nie potrzebuje rozmachu. A dla tych, którzy potrafią słuchać najciszej: Prawdziwa pełnia nie jest sumą elementów. Jest rdzeniem, który trwa, kiedy wszystko inne odpada. Ci, którzy dotkną tego rdzenia, odnajdą nie fragment, lecz wszystko.

Relacje II

Rzeźba z wysuszonej gliny: 24 x 22 x 20 cm.

To nie jest martwa forma. o ciało, które żyje, rośnie i karmi się tym, co miało być indywidualnością. Fałdy, pęknięcia, skręcone pasma gliny — pulsują jak mięśnie organizmu, który pochłania to, co myśli, czuje i decyduje. Twarze… już tylko ślady. Dawniej ludzie. Teraz rozmyte zarysy, zniekształcone cienie ich pierwotnych jaźni. Mózgi — zasymilowane, rozpuszczone w masie. Krzyk — zamknięty wewnątrz, powoli cichnie, aż staje się tylko pustym drganiem, które nie dociera nigdzie. Organizm jest pasożytem. Nie działa gwałtownie. Rośnie powoli, korzystając z bierności i wygody swoich żywicieli. Cisza jest jego paliwem. Obojętność — spoiwem. Nieliczni próbują się wydostać. Zrywy, impulsy, krzyki odbijają się od lepkich ścian. Formy walczą, a potem znikają. Tylko powolne spłynięcie konturu, jakby forma sama zapomniała, że kiedyś była sobą. W końcu pozostaje masa. Jednolita. Bezwolna. Z pozoru nieruchoma, ale wewnątrz tętniąca cichym, obcym życiem. Forma, która już niczego nie potrzebuje — bo wszystko, co mogło się wydarzyć, zostało pochłonięte

Relacje I

Rzeźba z wysuszonej gliny: 32 x 22 x 22 cm

W masie gliny zastygła opowieść o utracie, której nie sposób wyrazić słowami. Ciężar bryły jest nie tylko wagą materii, lecz świadectwem — pamięcią, która przekracza czas. W głębi formy trwa pustka, która nie jest pusta. Echo oddechu zatrzymanego na granicy ruchu i ciszy. Miejsce, gdzie nieobecność stała się obecnością innego rodzaju. Na powierzchni rozciąga się mapa — linie pęknięć i bruzd splatają się, wyznaczając ścieżki widoczne tylko dla tych, którzy potrafią czytać materię jak zapisane słowo. Forma jest znakiem. To przestrzeń, w której pamięć i brak współistnieją, zawieszone pomiędzy tym, co było, a tym, co nadal drga cicho w powietrzu. Nie ma tu wybaczenia. Jest ślad — ostry, nienaruszalny, prawdziwy. Ale pomiędzy jego liniami pulsuje wdzięczność za każdy wspólny krok, za każde porozumienie cichsze od słów. Rzeźba trwa, gdy słowa już milkną. Jest świadkiem, znakiem i latarnią na granicy dwóch światów. Dla tych, którzy rozpoznają ślady ukryte w materii. Dla tych, którzy wiedzą, że istnienie nie kończy się na tym, co widzialne.